Skip to main content

Czołgi odegrały kluczową rolę na polach bitew Europy i Afryki Północnej podczas II wojny światowej, a presja działań wojennych w niezwykłym tempie napędzała rozwój konstrukcji i taktyki armii pancernej. W ciągu kilku lat po obu stronach konfliktu broń i zasady prowadzenia walki czołgami uległy transformacji. To właśnie ten proces opisują w niniejszym opracowaniu Simon i Jonathan Forty.

Czytelnik znajdzie tu historię broni pancernej od podstaw przedwojennych konstrukcji czołgów, przez teorie dotyczące ich wykorzystania w bitwie sformułowane w latach 30. XX wieku, opis niemieckich kampanii w Polsce, we Francji, działań w Afryce Północnej, na froncie wschodnim, na Sycylii i we Włoszech, po drogę aliantów z Normandii do Niemiec i wykorzystanie czołgów przeciwko Japonii. Pasjonującym relacjom bitewnym towarzyszą szczegółowe informacje techniczne na temat uzbrojenia, wyposażenia, a także dane dotyczące produkcji broni pancernej i jej strat w latach II wojny światowej. Autorzy przedstawili porównanie najsłynniejszych czołgów z lat 1939–1945, takich jak Tygrys, Pantera, Panzer IV, T-34, Matilda II czy M4 Sherman.

Archiwalne fotografie dokumentują warunki wojny na każdym froncie i pozwalają zobaczyć, jak wyglądała walka pancerna, a także życie czołgistów podczas największego konfliktu w dziejach.

Książka Czołgi. 1939-1945 to bogato ilustrowana historia broni pancernej czasów II wojny światowej, zawierająca ponad 200 fotografii, schematy budowy czołgów, oceny taktyczne oraz raporty bojowe.

Książka pod patronatem medialnym Militaria.pl. Kupisz ją tutaj, premiera już 27. maja! Poniżej zajdziesz darmowy fragment. 

Czołgi. 1939-1945, Simon Forty, Jonathan Forty fragment książki 

ROZDZIAŁ 4 

SYCYLIA I WŁOCHY 

Po zakończeniu kampanii północnoafrykańskiej alianci spotkali się w Casa­blance, ale pojawiła się między nimi różnica zdań. Amerykanie chcieli skon­centrować się na inwazji na Francję, żeby jak najszybciej zakończyć wojnę, ale Brytyjczycy uważali, połączone siły nie są jeszcze przygotowane na takie przedsię­wzięcie. Amerykanie dopiero zdobyli pierwsze szlify w tej walce; musieli udoskonalić swe umiejętności i zdobyć znacznie więcej doświadczenia, żeby mieć szanse w starciu z zaprawionymi w bojach wojskami niemieckimi. Ostatecznie alianci zdecydowali się na rozwiązanie kompromisowe – inwazję na Normandię odłożyli na później, a siłom rozlokowanym w basenie Morza Śródziemnego nakazano zająć Sycylię i Włochy meto­dą „żabich skoków”. Otwarcie drugiego frontu miało udobruchać Stalina, związać nie­mieckie zasoby i w miarę możliwości wyeliminować Włochy z wojny. Zasadniczo udało się zrealizować te zamierzenia, choć niesnaski między aliantami przysłoniły ich sukcesy.  

Lądowania na Sycylii i we Włoszech w istotnym stopniu przygotowały aliantów do inwazji na Normandię, ale szczególnie nieprzyjazna rzeźba terenu sprawiła, że Półwysep Apeniński okazał się twardym orzechem do zgryzienia, nie zaś „miękkim podbrzuszem”, na które liczyli sprzymierzeni. W rezultacie zachodni alianci ponieśli tam szczególnie wy­sokie straty. Sprawę dodatkowo skomplikował fakt, że przygotowania do operacji „Over­lord” miały znaczenie priorytetowe, jeśli chodziło o zasoby, w tym ludzkie. Najbardziej doświadczone jednostki były stopniowo wycofywane, a nieco później doborowe wojska wzięły udział w inwazji na południową Francję. Po upadku Rzymu Amerykanie uważali Włochy za drugorzędny teatr wojny, ale alianci poczynili tam zaskakujące postępy, choć zaprzepaścili szansę na zniszczenie wojsk niemieckich wycofujących się z Linii Gustawa, gdyż Mark Clark chciał okryć się chwałą zdobywcy Rzymu.  

Rzeźba terenu znacznie utrudniła zadanie wojskom pancernym, które w tej kam­panii często grały drugie skrzypce. Wojska alianckie zgromadzone na półwyspie naj­prawdopodobniej stanowiły najbardziej międzynarodowy korpus sprzymierzonych. W jego skład weszły jednostki z Wielkiej Brytanii, państw Wspólnoty Brytyjskiej, Sta­nów Zjednoczonych, Kanady, Wolnej Francji, Związku Południowej Afryki, Polski, Australii, Brazylii, Nowej Zelandii, Grecji, Belgii i Czechosłowacji. Dołączyli do nich również włoscy rojaliści i partyzanci. Przeciwko nim stanęła niemiecka Grupa Armii C, która miała do dyspozycji dwa bataliony czołgów „Tygrys”.  

Do alianckiego lądowania w Normandii inwazja na Sycylię (operacja „Husky”) cie­szyła się reputacją największego desantu morskiego w historii. W niektórych miej­scach obrońcy stawili zaciekły opór. Na wyspie wylądowało 600 czołgów należących do armii amerykańskiej, brytyjskiej i kanadyjskiej. Były to w większości Shermany, którymi w 1943 roku dysponowały już wszystkie wojska sprzymierzonych. Siły Osi wystawiły 260 czołgów; Włosi około 100 dział samobieżnych Semovente i stareńkich francuskich Renault, a Niemcy (Dywizja Pancerna „Hermann Göring” i 15. Dywi­zja Grenadierów Pancernych) około 150, głównie PzKpfw III i IV oraz kilkanaście „Tygrysów”. Wojska pancerne Osi przeprowadziły tylko jedno skoordynowane kontrnatarcie; dzień po lądowaniu aliantów dywizja „Hermann Göring” zaatakowała amerykański przyczółek w rejonie Geli. Była bliska zwycięstwa, ale ostatecznie padła ofiarą alianckiej artylerii, bazook, ostrzału krążowników i niszczycieli oraz bombardowania dywanowego. Jeśli chodzi o amerykańską 2. Dywizję Pancerną pod dowództwem George’a S. Pattona, jej najważniejszym zadaniem okazała się błyskawiczna ofensywa na Palermo. Brytyjczycy zaatakowali niemieckie fortyfikacje skoncentrowane na Etnie, ale posuwali się naprzód w żółwim tempie. Pofałdowany górski teren i prymitywna infrastruktura uniemożliwiły zmasowane natarcie czołgów, które od czasu do czasu przeprowadzały szybki pościg, ale zazwyczaj odgrywały rolę wsparcia piechoty. Zdeter­minowany opór Niemców i brak integracji między armiami USA i Wielkiej Brytanii sprawiły, że alianci potrzebowali sześciu tygodni, aby podbić wyspę. Zwycięstwo nie było jednak całkowite, gdyż większość wojsk Osi wycofała się na kontynent. Niemców zaskoczyły intencje aliantów, którzy zamierzali pomaszerować na północ półwyspu, aż do ślepego zaułka, którym były Alpy, ale chętnie podjęli wyzwanie. W sierpniu 1943 roku Hitler wysłał do północnych Włoch Rommla, który założył sztab nad jeziorem Garda. Towarzyszyły mu sztaby trzech korpusów, pięć dywizji piechoty i dwie dywizje pancerne. Obroną południowych Włoch kierował nadzwyczaj kompetentny feldmar­szałek Albert Kesselring, który dwa lata pokazywał aliantom, jak prawdziwy zawodo­wiec prowadzi zorganizowany odwrót. 

Aliancka inwazja na półwysep rozpoczęła się 3 września 1943 roku, czyli zaledwie dwa tygodnie po upadku Sycylii. Na potrzeby tej operacji powstała 15. Grupa Armii, w skład której weszła amerykańska 5. Armia i brytyjska 8. Armia. Ta druga zawierała brytyjski 5., 10., i 13. Korpus, 1. Korpus Kanadyjski i 2. Korpus Polski. 

Ostatecznie alianci zdecydowali się na trzy równoczesne lądowania. Główne (pod kryptonimem „Avalanche”, czyli lawina) przeprowadziła pod Salerno amerykańska 5. Armia. 8. Armii przypadły w udziale dwa ataki mylące, które miały związać wojska niemieckie. Cel operacji pod kryptonimem „Baytown” stanowiło Reggio di Calabria, a zadaniem sił uczestniczących w przedsięwzięciu o kryptonimie „Slapstick” było zdo­bycie Tarentu. Oba miasta znajdowały się odpowiednio 438 i 273 km od przyczółku. Kesselring nie podjął jednak walki, zatem 8. Armia wyruszyła w długą drogę, żeby dołączyć do 5. Armii pod Salerno. Trwająca w tym samym czasie operacja „Avalanche” stanęła w obliczu klęski; alianci musieli wykorzystać wszystkie dostępne siły lądowe, powietrzne i morskie, żeby obronić przyczółek przed zdeterminowanymi kontrataka­mi niemieckiej 10. Armii. Amerykanie spodziewali się oporu ze strony Włochów, ale obecność Niemców okazała się zaskoczeniem. Zaprawieni w bojach weterani z 16. Dywizji Pancernej, którzy wzięli udział w walkach na froncie wschodnim, mieli do dyspozycji 88 czołgów PzKpfw IV, 42 działa szturmowe Sturmgeschütz III, sześć dział samobieżnych Hummel i tyle samo dział samobieżnych Grille. Zadali atakującym ciężkie straty, ale ostatecznie ponad połowa ich czołgów padła ofiarą ostrzału alianc­kich okrętów i bombowców. Niemcy zaprzestali zażartych walk dopiero po dwóch tygodniach ciężkich walk i przybyciu 8. Armii. Następnie wycofali się do najbardziej wysuniętej na południe linii obronnej. 

Amerykańska artyleria mobilna okazała się nadzwyczaj skuteczna na pustyni i na Sycylii. Haubica samobieżna M7 Priest była wyposażona w działo kal. 105 mm i miała 8-osobową załogę. Wykorzystywali ją zarówno Amerykanie, jak i Brytyjczycy, którzy nadali jej przydomek Priest („ksiądz”) ze względu na stanowisko strzelca przypominające ambonę. Wyspiarze woleli jednak wersję Sexton, wyposażoną w kanadyjskie podwozie Ram lub Grizzly oraz brytyjską haubicę kal. 87,6 mm, gdyż tu łatwiej im było uzupełniać zapasy amunicji. 

Lądowania pod Salerno stanowiły poważne wyzwanie, ale reszta kampanii okazała się jeszcze trudniejsza. Stosunkowo nieliczna niemiecka ariergarda w pełni wykorzystała rzeźbę terenu. Obrona urzutowana w głąb bezustannie spowalniała natarcie aliantów. Niemieckie fortyfikacje, zbudowane z użyciem pracy robotników przypusowych, były wyposażone w stanowiska karabinów maszynowych, kazamaty, bunkry, posterunki ob­serwacyjne i artylerię. Wszystkie elementy wspierały się nawzajem, współtworząc do­brze ufortyfikowany system obronny, chroniony również przez drut kolczasty i tysiące min. Niemcy wymontowywali również ze starych czołgów wieże, które następnie insta­lowali na małych bunkrach, zbudowanych z betonu bądź metalu. Schrony były małe, zatem nie rzucały się w oczy. Stosowano przede wszystkim wieże z PzKpfw I oraz II i włoskich czołgów, choć w październiku 1943 roku na bunkrach pojawiły się również działa „Panter”. Największymi systemami umocnień były Linia Gustawa i Linia Gotów, które w istotnym stopniu spowolniły postępy aliantów. Na tej pierwszej rozegrała się apokaliptyczna bitwa o Monte Cassino, a na Linii Gotów przeprowadzono największą batalię kampanii włoskiej; wzięło w niej udział ponad 1 200 000 żołnierzy. 

Niemcy okazali się nieuchwytni. Sprytnie się maskowali, na terenach górskich ce­chowali się znakomitą organizacją. Aliancka piechota powoli posuwała się naprzód, próbując wymanewrować niemiecką ariergardę, która za każdym razem wymykała się i wycofywała na z góry upatrzone pozycje, przy okazji niszcząc mosty, przepusty, tune­le, tory kolejowe i pociągi oraz rozmieszczając miny. Niemieckie brygady często skła­dały się tylko z małych jednostek piechoty, które mogły liczyć na minimalne wsparcie. Podczas jesieni, zimy i wiosny alianckie siły pancerne zmagały się nie tyle z nieprzy­jacielem, ile z terenem i pogodą. Ich zdolność terenowa była wówczas ograniczona, zatem wioski i zalesione tereny wiejskie stanowiły dla nich poważne wyzwanie. 

Czołgi. 1939-1945. Simon Forty, Jonathan Forty. Rozdział 4, str. 83-86. 

Napisz coś...